• image one
  • image two
  • image three

Prasa polska - strona im Bau

Recenzje Tria

Radość bopera - Robert Buczek
Yet Another Bebop Day - Grzegorz Tusiewicz (CD)
Wojtek Groborz Trio - Roman Kowal [†] (CD)
Róże Jazz Festival - trio Wojtka Groborza

Recenzje Piecestry

Wielkie lipcowe granie - Grzegorz Tusiewicz
Sukces Wojtka - Grzegorz Tusiewicz
Piecestra dla Billy'ego - Robert Buczek


Radość bopera.
PIEC. Zagrał Wojtek Groborz

ROBERT BUCZEK

Wojtek Groborz gra w Piecu często, w dodatku gra muzykę, której korzenie sięgają lat czterdziestych. Można by więc przypuszczać, że kolejne występy pianisty w końcu "zmęczą" publiczność i będą się cieszyć coraz mniejszym zainteresowaniem.

Tymczasem jest wręcz odwrotnie - im Wojtek w Piecu gra częściej, tym więcej słuchaczy przychodzi na jego koncerty. W ostatnią środę na sali było naprawdę tłoczno, a atmosfera panowała, jak mówił przed laty Leopold Tyrmand, frenetyczna. Dzieje się tak dlatego, że zarówno sama muzyka prezentowana przez krakowskiego pianistę, jak i jego osobowość, wciągają, zachęcają by słuchać. Bebop, bo właśnie tym stylem para się Groborz z pełnym zaangażowaniem od lat ...dziestu jest klasycznym stylem jazzowym, który dowiódł swej ponadczasowej siły. Muzyka Parkera, Gillespie'ego, Powella, Monka i innych wielkich twórców bebopu, oraz nowe kompozycje utrzymane w tamtych klimatach, do pisania których Wojtek ma bardzo dobrą rękę i, chyba przede wszystkim, głowę, wciąż jest aktualna, witalna i uwieża. Musi tylko być grana z dobrą energią, spontanicznością i na wysokim poziomie technicznym. Trio Groborza, w którym obok lidera gra Tomek Kupiec na kontrabasie i Wiesław Jamioł na perkusji, spełnia znakomicie te wymagania. Wszyscy artyści są świetnymi instrumentalistami, potrafią być autentyczni. Dzięki temu publiczność, słuchając płynącej ze sceny muzyki, ma pewność, że zespół nie przyszedł wyłącznie do pracy, ale gra własne dźwięki, ciesząc się z możliwości wspólnego muzykowania i dzielenia się swoją sztuką ze słuchaczami. Nie bez znaczenia jest przy tym umiejętność Wojtka wprawiania w dobry nastrój nie tylko siebie i partnerów, ale także publicznouci, zarówno samym sposobem bycia - zupełnie na luzie, a jednocześnie skromnym i pełnym taktu - jak i krótkimi zapowiedziami, często utrzymanymi w żartobliwym tonie, których zadaniem jest przybliżenie słuchaczom wykonywanej muzyki. W czasach, gdy znaczna część artystów jazzowych występujących w klubach nie zadaje sobie nawet trudu, by podać tytuły kolejnych utworów, "konferansjerskie" talenty Groborza stają się nadzwyczaj cenne.

W środę trio grało bebopowe standardy, jak zwykle najwięcej miejsca poświęcając utworom napisanym przez Dizzy'ego Gillepie'ego, a także stare i nowe kompozycje Groborza. Muzyka miała odpowiednie tempo i klimat, a wytrawni instrumentaliści co chwilę wzbudzali zasłużony entuzjam improwizacjami granymi z biglem i pomysłowością. Trio grając w niezmienionym składzie już od kilku lat cały czas dociera się, odkrywa nowe pokłady możliwości. Wszyscy artyści wciąż "dojrzewają" do wykonywanej muzyki, coraz lepiej ją wyczuwają, poznają jej przestrzeń, rozwijając jednocześnie swój warsztat. Dotyczy to nie tylko sekcji, która w Piecu brzmiała naprawdę imponująco, zaskakując twórczą weną, ale także lidera, który nie tylko wgryza się w bebop mentalnie, ale modyfikuje swą technikę pianistyczną. Co najważniejsze wszyscy trzej odnajdują w grze coraz większą radość. Oby jak najdłużej.

[Powrót na górę strony]

Wojtek Groborz Trio

"Yet Another Bebop Day" Autor recenzji: Grzegorz Tusiewicz

Niewielu krakowskich muzyków nagrywa własne autorskie płyty. Stale wydają je Jarek Śmietana, Ryszard Styła, a ostatnio debiutancką ( w co trudno uwierzyć) nagrał Wojtek Groborz. Nosi ona tytuł "Yet Another Bebop Day" i została wydana przez wytwórnię "Not Two".

Wojtek należy do cenionych instrumentalistów i aranżerów  i występuje w różnych formacjach najczęściej w swoim "stałym miejscu pracy czyli w Jazz Band Ball Orchestra. Swoje preferencje stylistyczne realizuje w kwintecie z Janem Kudykiem. oraz od pewnego czasu w trio. I właśnie w trio nagrano niniejszą płytę a w przygotowaniu materiału muzycznego wzięli udział kontrabasista Tomasz Kupiec, i dwóch perkusistów Łukasz Żyta i Wiesław Jamioł.

Nagrano dwanaście utworów w tym dwie kompozycje oryginalne. Kompozytorami pozostałych są klasycy epoki be bopu  Dizzy Gillespie, Chano Pozo, Charlie Parker, Thelonius Monk, Kenny Clarke.

Wojtek Groborz przypomina w swoim umiłowaniu dla klasyków bebopu starannego filatelistę, który nie tylko zna ducha epoki i potrafi układać z jego elementów piękne programy koncertów, ale postępuje jednak bardzo ostrożnie, aby nie "zagiąć żadnego rożka ani ząbka". Ta staranność uwidacznia się również w odtworzeniu latynoskich wpływów, tak kluczowych dla brzmienia tamtych lat. Wojtek, zarówno w trio jak i w składzie kwintetu, jest chyba najbardziej zasłużonym popularyzatorem bebopu w Polsce. Nie jest to natomiast kopiowanie, jak robi to kilka zespołów na świecie grających wierne transkrypcje nagrań sprzed pół wieku, lecz własna, twórcza interpretacja, w ramach danej reguły stylistycznej.

Wydaje się że najistotniejsze dla Wojtka są koncerty tria na żywo, które są znakomitym okazją poznania historycznych podstaw jazzu nowoczesnego, a płyta stanowi jedynie zapis jego pracy. Nie ma na niej atmosfery, którą Wojtek podczas koncertów stara się odtworzyć, jak również jego mniej lub bardziej czytelnych "bebopowych" zapowiedzi. Bo bepop, jak wszystkie istotne style i odmiany jazzu posiadał swoją bardzo wyróżnialną otoczkę sceniczną, wręcz literacką, a ludzie go tworzący posługiwali się nie tylko specyficznym językiem, ale i charakterystyczną "poetyką wypowiedzi".

Ważna to pozycja dla młodzieży, która nie ma wielu możliwości poznania muzyki bebopowej, a co w sposób kapitalny może pomóc w zrozumieniu całego jazzu.

[Powrót na górę strony]

Wojtek Groborz Trio - "Yet Another Bebop Day"

Autor recenzji: Roman Kowal [†]

Wojtek Groborz to miłośnik wielki historii przetwarzanej wciąż na nowo, i to tak, aby sprawiała radość w dniu dzisiejszym. Stąd zapewne przed kilkoma laty jego dycyzja o "wcieleniu" się do Jazz Band Ballu (pomijając tzw. życiowe względy). Z niejakim żalem więc (a chyba nie tylko ja), obserwowałem stopień jego oddania się najstarszemu polskiemu, wciąż działającemu zespołowi. Tymczasem Wojtek po rozwiązaniu podstawowych problemów życiowych, pokazał na nowo kły, i to ostre, w zupełnie już odmłodzonym otoczeniu, muzyków będących jeszcze do niedawna studentami akademii muzycznych Krakowa i Katowic. W sumie - znaleźli się w korcu maku. Rezultaty tej współpracy mam przed sobą.

Bebop Lives! - chciałoby się zakrzyknąć. Na płytce odkrywamy kompozycje z lat 40. i 50., odczytane przez trio z należną dla tamtej - jakże pięknej epoki - pieczołowitością. Z dwoma wyjątkami, które wyszły spod pióra lidera: tytułowy "Yet Another Bebop Day" (w którym znać echa współpracy z JBB) oraz "Decoy's Line", w Monkowskiej konwencji, chyba bardziej interesujący.

Prócz wymienionych, niemal wszystkie ważniejsze tematy, jakie może sobie zamarzyć miłośnik tamtych lat (na przykład niżej podpisany). Płyta jest utrzymana (co wcale nie takie łatwe i oczywiste) w jednolitej stylistyce, bez udziwnień i eskperymentów. Sporo tu swingu i zabawy w jazz, w dobrym tych słów rozumieniu.

Młodzież dzielnie wspiera sędziwego kolegę (tu chyba trochę przesadziłem?!), grając oszczędnie, czujnie, ale i z werwą, czego znakomitym przykładem choćby "Manteca" (świetne solo Wiesława Jamioła), albo "Salt Peanuts", z "tematycznym" wstępem na bębnach Łuasza Żyty i nastepnie jego dialogami z fortepianem. Wiele tu interesujących solówek, sporo też ukochanego przez Wojtka Goroborza (jedynego bodaj obok kolegi po klawiaturze Wojtka Karolaka miłośnika salsy) "Spanish tinge".

Miłego słuchania! Adios!

[Powrót na górę strony]

Róże Jazz Festival - trio Wojtka Groborza

W piątek (20 lipca) na Letniej Scenie Artystycznej 4 Róż usłyszeliśmy trio Wojtka Groborza. Koncert krakowskiej formacji to już szósta odsłona Róże Jazz Festiwal i tak, jak poprzednie dowodzi bardzo wysokiego poziomu całej imprezy […]

Bebop […] to właśnie dzięki tym rytmicznym brzmieniom krakowskie trio w składzie: Wojtek Groborz (piano), Dominik Wywrocki (bass) i Wiesław Jamioł (drums), poruszyło widownię z miejsc, nie pozwalając ani na chwilę oderwać się od koncertu. […]

A wszystko za sprawą niezaprzeczalnego talentu muzyków, którzy z niezwykłą dynamiką odświeżyli stary styl stwarzając niepowtarzalny klimat nowojorskich lat 40-tych w przyratuszowej części naszego deptaku... […] 

kd - Link do pełego artykułu i rejestracji video "Blue 'n' Boogie Dizzy Gillespiego

[Powrót na górę strony]


Recenzje Piecestry


Grzegorz Tusiewicz

Cały ten jazz
Wielkie lipcowe granie

[...]

W czwartek w Piwnicy zagrał po raz pierwszy od debiutu kilka miesięcy temu nonet Wojtka Groborza - Piecestra; nazwa wiąże się z miejscem powstania, czyli klubem Piec-Art. Zespół nieco zmienił skład i w czwartek, po dwóch dniach intensywnych prób, w jego składzie zagrali: na trąbkach Tomasz Nowak i Bogdan Wysocki, na saksofonach Ryszard Krawczuk, Tomasz Grzegorski i Leszek Szczerba, na puzonie Andrzej Czechowski, w sekcji Tomasz Kupiec i Łukasz Żyta oraz na fortepianie Wojciech Groborz - aranżer, kompozytor i pomysłodawca tego projektu. Repertuar obejmował utwory z epoki, która w historii i praktyce jazzu jest jego podstawą i jądrem. Czerpiąc z dorobku Duke'a Ellingtona ("Do nothing, till you hear of me"), Tada Dammerona ("Jabero") i Gila Fullera, Groborz przearanżował na nonet bigbandowe aranżacje, co nie jest rzeczą prostą, gdy chce się zachować klimat i brzmienie epoki jazzu lat 50. W programie znalazł się też jeden oryginalny utwór "Our pledge" - poświęcony niedawno zmarłemu perkusiście Billy Higginsowi. Utrzymany w duchu epoki, zabrzmiał znakomicie w konfrontacji z kompozycjami mistrzów. Tego typu muzyka stawia wysokie wymagania wykonawcom i dlatego wszyscy członkowie orkiestry muszą być zawodowymi muzykami w każdym calu. Nie ma tu miejsca na jamową nonszalancję, jest na piękne improwizacje, którymi zabłysnęli wszyscy grający tego wieczoru. Wyróżniłbym puzonistę Andrzeja Czechowskiego i perkusistę Łukasza Żytę. Słuchałem tego występu, siedząc obok Jana Kantego Pawluśkiewicza, starego jazzfana, i z niekłamaną radością, choć zaskoczeni, podziwialiśmy i troskę, z jaką odtworzono klimat epoki, i brzmienie, i entuzjazm oraz świeżość orkiestry. Tak oto Wojtek Groborz urasta do rangi specjalisty światowej klasy w aranżowaniu w takiej stylistyce. Teraz marzę, aby nagrał on ten program na płycie i rozesłał po świecie, bo jest to warte pokazania. Może znajdzie się jakiś szczodry sponsor. Inwestycja nie będzie chybiona artystycznie, a i finansowo może być to również sukces.

[...]
[Powrót na górę strony]

KRAKOWSKIE IMPRESJE GRZEGORZA TUSIEWICZA: Sukces Wojtka

Udany koncert nowej formacji "Piecestra" pamięci Billy'ego Higginsa.

Miesiąc temu środowisko jazzowe obiegła wiadomość o światowej zbiórce funduszy na kolejny przeszczep wątroby dla legendarnego perkusisty Billy Higginsa. W Krakowie hasło podjął Wojtek Groborz - pianista i aranżer - i zaplanował na 16 maja w klubie "Piec Art" koncert charytatywny. Niestety 3 maja dotarła wiadomość o śmierci Higginsa w kalifornijskim Inglewood. I koncert zmienił się w koncert pamięci o jednym z najbardziej aktywnym twórcy jazzu, którego gra została zarejestrowana na ponad 700 płytach.

Wojtek Groborz, gorący admirator bebopu, na tę okazję przygotował kompozycje własne i aranżacje utworów Teda Damerona, Gila Fullera i Dizzy'ego Gillespiego na oktet, w którego składzie znaleźli się trębacze Jerzy Małek i Bogdan Wysocki, saksofoniści Leszek Szczerba i Tomasz Grzegorski, puzonista prof. Andrzej Czechowski oraz w sekcji rytmicznej Tomasz Kupiec i Wiesław Jamioł. Zza fortepianu dyrygował Wojtek Groborz. Zespół ten nazwał się od nazwy klubu - Piecestra. Zgromadził muzyków starszego, średniego i najmłodszego pokolenia, a jego występ był znakomitym pokazem stylistyki, którą w Polsce nikt tak naprawdę się poważnie nie zajmował. Groborz swoimi działaniami przybliża muzykę czasów, w których rozpoczynali swoją drogę Thelonious Monk, Miles Davis, John Coltrane i jest z tego znany od lat.  Koncert był zatem przede wszystkim jego sukcesem. Klub wypełniony, przyjęcie publiczności entuzjastyczne, doskonali soliści w starannie przygotowanych aranżacjach, a wszystko w hołdzie wielkiemu muzykowi. Jemu też był poświęcony specjalny, otwierający koncert, utwór solowy wykonany przez Wiesława Jamioła.

[Powrót na górę strony]

Piecestra dla Billy'ego

Robert Buczek

Formacja Piecestra, skrzyknięta przez Wojtka Groborza, zagrała koncert dedykowany pamięci niedawno zmarłego, wybitnego perkusisty amerykańskiego Billy'ego Higginsa.

Higgins zmarł w Kalifornijskim szpitalu.Czekał na drugi przeszczep wątroby.Był jednym z najbardziej wpływowych perkusistów i jego śmierć odbiła siź szerokim echem na całym świecie. Reakcja krakowskich Jazzmanów, którzy postanowili złożyc hołd znakomitemu koledze, jest więc jak najbardziej zrozumiała.

Groborz podszedł do realizacji pomysłu nie tylko emocjonalnie, ale także z dużą determinacją. Dzięki temu w klubie Piec Art wystąpił zespół, którego odpowiednika próżno byłoby szukać na polskich scenach jazzowych. Już sam skład był imponujący. Na trąbkach zagrali - znakomity technicznie, dysponujący mocnym i czystym "bigbandowym" dzwiękiem Bogdan Wysocki oraz Jerzy Małek, kóry uznawany jest powszechnie za jedną z największych nadziei polskiego jazzu ; na saksofonach - Tomasz Grzegorski, artysta potrafiący interesująco improwizować, oraz Leszek Szczerba, chyba jeden z największych niezrealizowanych polskich talentów jazzowych ; na puzonie - nestor Andrzej Czechowski, który wciąż potrafi czarować soczystym brzmieniem i znakomicie skonstruowanymi, melodyjnymi solami; za fortepianem zasiadł sprawca całego zamieszania Wojtek Groborz; w sekcji z pulsem i nienagannym timingiem pracowali - kontrabasista Tomek Kupiec i perkusista Wiesław Jamioł.

Dobrze zaaranżowana, nasycona jazzowym feelingiem muzyka zabrzmiała w tym wykonaniu mocno i z ciosem. Sam zespół i jakość prezentowanej sztuki były już wystarczająco zaskakujące, by przykuć uwagź słuchaczy. Niespodzianek było jednak więcej.
Najwiźkszą z nich sprawił Leszek Szczerba, który grał na saksofonie barytonowym - instrumencie, który posiada ogromne możliwości, ale nie cieszy się popularnością wśród saksofonistów. Leszek grał świetnie i dowiódł, że jako barytonista szybko może zacząć się liczyć nie tylko na polskim rynku jazzowym.

Oby Piecestra, zgodnie z zapewnieniami Groborza oraz dobrą wolą wykazywaną przez instrumentalistów, przetrwała jak najdłużej, i oby więcej takich gorących, żywiołowych i szczerych koncertów odbywało się w krakowskich klubach.

[Powrót na górę strony]